
Możliwe, że sprawa, o której dziś mówi cała Holandia, przez lata rozwijała się na oczach instytucji państwowych. Serwis internetowy handlował substancjami określanymi jako badawcze, które w praktyce były dopalaczami i które mogły przyczynić się do śmierci dziesiątek osób. Choć pierwsze sygnały ostrzegawcze pojawiły się już w 2020 roku, zdecydowane działania podjęto dopiero pięć lat później. Teraz Prokuratura bada 58 podejrzanych zgonów. Eksperci nie mają wątpliwości, że reakcja mogła nastąpić znacznie wcześniej.

Dziesiątki ofiar po zakupach leków online
Holenderski Openbaar Ministerie, czyli prokuratura, prowadzi śledztwo w sprawie 58 podejrzanych zgonów, które mogą mieć związek z produktami sprzedawanymi przez sklep internetowy Funcaps. Właściciele strony mieli oferować benzodiazepiny, środki o działaniu uspokajającym i nasennym, a także inne substancje określane jako research chemicals.
W listopadzie ubiegłego roku wyszło na jaw, że po zażyciu tych środków mogło umrzeć wiele osób. Śledczy zarzucają właścicielom, że mieli świadomość ryzyka uzależnień i potencjalnie śmiertelnych skutków. Z ujawnionych wiadomości prywatnych ma wynikać, że zdawali sobie sprawę z zagrożeń.
Strona internetowa Funcaps, choć obecnie niedostępna, w archiwalnych wersjach zawierała hasła wprost sugerujące działanie lecznicze. Pojawiały się opisy takie jak „uspokajające”, „nasenne”, „rozluźniające mięśnie” czy „zmniejszające stres i depresję”. Zdaniem ekspertów to kluczowy element całej sprawy.
Przeczytaj także: W Holandii tysiące osób straci dostęp do aplikacji bankowych. Sprawdź, czy to dotyczy też Ciebie
Czy można było zareagować szybciej?
Już w 2020 roku do holenderskiej inspekcji zdrowia wpłynęło pierwsze zgłoszenie od policji dotyczące Funcaps. W kolejnych latach pojawiały się następne sygnały. Mimo to strona działała aż do 2025 roku. Inspekcja tłumaczy, że w tamtym czasie sprzedawane substancje nie podlegały bezpośrednio pod ustawę o lekach, ani pod ustawę regulującą obrót narkotykami. Produkty określano jako research chemicals, formalnie przeznaczone wyłącznie do badań naukowych i nie do spożycia przez ludzi.
Eksperci z zakresu prawa medycznego mają jednak inne zdanie. Farmaceutyczna prawniczka i była inspektor IGJ Hanneke Later Nijland podkreśla, że jeśli produkt jest prezentowany jako lek, to w świetle prawa staje się lekiem. Jej zdaniem już sama reklama sugerująca działanie uspokajające czy nasenne stanowiła podstawę do interwencji.
Podobnie uważa prof. Martin Buijsen z Uniwersytetu Erazma w Rotterdamie. Według niego już w 2020 roku opisy produktów wyraźnie sugerowały, że chodzi o produkty lecznicze. A to otwierało drogę do działań administracyjnych, takich jak nałożenie kar finansowych, próba zablokowania strony czy przekazanie sprawy organom ścigania.
Nielegalne leki
Właściciele Funcaps utrzymują, że ich działalność była legalna. Twierdzą, że sprzedawali wyłącznie substancje badawcze, oznaczone jako „not for human consumption”. W przypadku produktów przeznaczonych do badań laboratoryjnych nie jest wymagana taka sama rejestracja jak dla leków. Problem polega jednak na tym, że sposób prezentacji produktów wskazywał na ich faktyczne przeznaczenie. Informacje o efektach uspokajających czy nasennych mają sens wyłącznie w kontekście spożycia przez człowieka. Zdaniem ekspertów był to jasny sygnał, że produkty trafiają do konsumentów, a nie do laboratoriów.
Farmaceuta i prawnik John Lisman zwraca uwagę, że właściciele nie posiadali żadnej licencji na obrót lekami, a same produkty nie były zarejestrowane. Już sam brak pozwolenia powinien stanowić wystarczającą podstawę do działań, podaje NOS.
W 2022 roku policja przeprowadziła nalot i zabezpieczyła substancje, które następnie badał Nederlands Forensisch Instituut. Z dokumentów sądowych wynika jednak, że badania miały ograniczony zakres i nie sprawdzono, czy produkty naruszały przepisy ustawy o produktach leczniczych. Zdaniem części ekspertów była to poważnie zmarnowana szansa.
Rodziny ofiar pytają o odpowiedzialność
Dla rodzin zmarłych najważniejsze pytanie brzmi nie tylko kto sprzedawał niebezpieczne środki, lecz także dlaczego nikt nie zareagował wcześniej. Jedna z matek, która straciła syna w 2021 roku, podkreśla, że w 2020 roku jej dziecko jeszcze żyło. Świadomość, że instytucje miały już wtedy sygnały ostrzegawcze, jest dla niej szczególnie bolesna.
Sprawa Funcaps może stać się punktem zwrotnym w dyskusji o kontroli nad rynkiem designer drugs oraz skuteczności nadzoru nad handlem internetowym. Pokazuje też, jak cienka bywa granica między substancją „badawczą” a produktem realnie zagrażającym zdrowiu i życiu.
