
Polacy zaatakowali rodaka w Holandii: W miejscowości Budel doszło do brutalnego ataku na polskiego pracownika. Trzech Polaków w wieku 22, 26 i 27 lat miało pobić swojego rodaka, używając maczety oraz gazu pieprzowego. Poszkodowany doznał poważnych obrażeń. Po ataku sprawcy okradli ofiarę, zabierając jej samochód oraz rzeczy osobiste. Prokuratura domaga się dla każdego z oskarżonych czterech lat więzienia.

Polacy zaatakowali rodaka w Holandii: Pobili go i okradli, teraz stanęli przed sądem
Świadkowie widzieli zakrwawionego mężczyznę, który z obnażonym torsem błąkał się zdezorientowany po ulicy. Straż pożarna musiała spłukać z jego ciała gaz pieprzowy, a następnie w szpitalu przez kilkadziesiąt minut usuwano z jego skóry substancję drażniącą. Lekarze stwierdzili u niego głębokie rany cięte.
Najpierw przemoc, potem rabunek
Po brutalnym pobiciu napastnicy ukradli ofierze samochód, portfel oraz telefony i uciekli z miejsca zdarzenia. Policja szybko rozpoczęła pościg za skradzionym pojazdem. Na autostradzie A16 kierowca zatrzymał się na polecenie funkcjonariuszy na pięciopasmowej drodze, co stworzyło niebezpieczną sytuację na drodze.
Podczas procesu jeden z oskarżonych zeznał, że powodem przemocy był spór o 5000 euro. Według jego relacji ofiara miała domagać się pieniędzy i pojawić się w miejscu jego zamieszkania. Mieszkanie znajdowało się przy Burgemeester Gremmenstraat.
Oskarżony twierdził, że przebywał tam nielegalnie, a ofiara miała wykorzystywać ten fakt do szantażu. – „Bałem się, że stracę dach nad głową, jeśli nie zapłacę, ale nie miałem tych pieniędzy” – zeznał przed sądem. Otwarcie przyznał, że zaatakował ofiarę maczetą, którą wyjął spod materaca. – „Na ścianach była jego krew. Pomyślałem, że muszę uciekać” – mówił w sądzie.
Przeczytaj także: Przez ponad rok ukrywał się w Holandii. 42-letni Polak odnaleziony przez „łowców głów”
Prokuratura: wszyscy ponoszą odpowiedzialność
Jeden z oskarżonych twierdził, że był jedynie kierowcą i nie brał bezpośredniego udziału w ataku. Prokuratura uważa jednak, że ofiara została zwabiona do mieszkania. Kierowca auta, którym uciekali przestępcy również mieszkał w tym domu i znał poszkodowanego z pracy w magazynie sieci Lidl. To on miał być łącznikiem między ofiarą a jej napastnikami.
„Dziś wieczorem go dopadniemy”
Jak podają holenderskie media, krótko przed atakiem jedna z Polek pracująca w tym samym magazynie miała usłyszeć, jak podejrzani rozmawiali. – „Dziś wieczorem go dopadniemy” – miała usłyszeć. Duża maczeta oraz gaz pieprzowy były już wcześniej przygotowane.
Prokuratura zastosowała zasadę wspólnej odpowiedzialności, domagając się takiej samej kary dla wszystkich trzech mężczyzn. Śledczy podkreślają, że sprawa ma wyjątkowo brutalny charakter, a widok zakrwawionego mężczyzny na ulicach Budel był szokiem dla świadków. Do ataku doszło w lipcu 2025 roku.
