Przejdź do treści

Tysiące skuterów bez właściciela w Holandii. Po upadku firmy został rachunek na miliony

26/04/2026 12:12 - AKTUALIZACJA 26/04/2026 12:12
Chaos po upadku firmy w Holandii
źródło: depositphotos.com

Tysiące skuterów elektrycznych stoją bezczynnie na terenie przemysłowym w Holandii, a ich los właśnie się rozstrzyga. Po upadłości popularnej firmy współdzielenia pojazdów rozpoczęto ich wyprzedaż. Sprawa budzi ogromne emocje, bo w tle są setki tysięcy euro strat i próby uniknięcia odpowiedzialności finansowej.

Chaos po upadku firmy w Holandii
źródło: depositphotos.com

Chaos po upadku firmy w Holandii. Tysiące skuterów i ogromne straty

Po bankructwie firmy Go Sharing tysiące charakterystycznych zielonych skuterów trafiło na aukcję. Pojazdy od miesięcy stoją w miejscowości Middenmeer w północnej Holandii. Część z nich nigdy nie była używana i wciąż znajduje się w oryginalnych opakowaniach. Inne są w gorszym stanie, niektóre nadają się jedynie na części.

Według syndyka Marca Udinka sprzedaż skuterów to próba odzyskania choć części środków dla wierzycieli. Jednak już teraz wiadomo, że wpływy z aukcji nie pokryją wszystkich zobowiązań. Skala strat jest zbyt duża.
Przeczytaj także: Holendrzy pakują auta i jadą na zakupy do Niemiec. Ceny w kraju wypychają ich za granicę

Koszty dla gmin i problem z bateriami

Szczególnie dotknięta sytuacją jest gmina Hollands Kroon. Na jej terenie przechowywano około 3700 skuterów. Początkowo znajdowały się w magazynie, który nie spełniał norm bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Problem stanowiły baterie litowe, które w razie pożaru są trudne do ugaszenia i wymagają specjalnych warunków przechowywania.

Po interwencji służb skutery przeniesiono na otwartą przestrzeń. Koszty tej operacji oraz dalszego składowania i ochrony wyniosły już ponad 600 tysięcy euro i nadal rosną. Lokalne władze chcą odzyskać te pieniądze, jednak szanse na pełną rekompensatę są niewielkie.

Katastrofa finansowa i próba uniknięcia odpowiedzialności

Historia firmy to przykład dynamicznego wzrostu i równie szybkiego upadku. Go Sharing pojawiło się na rynku w 2019 roku i w krótkim czasie działało w ponad 40 miastach. Model biznesowy opierał się na wynajmie skuterów przez aplikację mobilną. Początkowo rozwiązanie było promowane jako sposób na ograniczenie ruchu samochodowego w miastach.

Problemy zaczęły się w 2022 roku, gdy firma zaczęła wycofywać się z kolejnych lokalizacji z powodu braku rentowności. Przed upadkiem została przejęta przez turecką firmę BinBin, która później sprzedała ją holenderskiej spółce Bezorgmaat. Zdaniem syndyka była to tzw. konstrukcja słupa, mająca na celu odcięcie się od długów.

Obecnie trwa próba pociągnięcia BinBin do odpowiedzialności. Firma nie odpowiada na wezwania i próby kontaktu. Syndyk zapowiada dalsze działania prawne i podkreśla, że sprawa nie jest zakończona, podaje NOS.

Dodatkowym problemem jest chaos organizacyjny. Dokumentacja firmy była niekompletna, a część skuterów znajduje się poza Holandią. Na przykład w Hiszpanii odkryto aż 7000 pojazdów należących do spółki zależnej. Trwają działania mające na celu przejęcie nad nimi kontroli i ich sprzedaż.