
Pożar powerbanku na pokładzie samolotu: Chwile grozy przeżyli pasażerowie samolotu lecącego z Amsterdamu na Curaçao. W trakcie rejsu w kabinie nagle rozległ się głośny huk, a chwilę później pojawiły się płomienie. Załoga natychmiast przystąpiła do działania, jednak mimo szybkiego opanowania sytuacji podjęto decyzję o przerwaniu podróży. Maszyna zawróciła nad Atlantykiem i skierowała się z powrotem do Amsterdamu. Najbardziej zaskakujące okazało się jednak to, kto – według relacji świadków – miał spowodować pożar.

Pożar powerbanku na pokładzie samolotu KLM
Do niebezpiecznego zdarzenia doszło na pokładzie samolotu KLM wykonującego lot KL735 z Amsterdamu na Curaçao. Maszyna znajdowała się już nad Atlantykiem, gdy w kabinie zapalił się powerbank. Według relacji świadków najpierw było słychać głośny huk, a następnie nad jednym z foteli pojawiły się płomienie. Personel pokładowy zareagował bardzo szybko i ugasił pożar.
Mimo że sytuacja została opanowana, pilot zdecydował o przerwaniu lotu i powrocie na lotnisko Schiphol w Amsterdamie. Samolot zawrócił po około 5,5 godziny od rozpoczęcia podróży. Ostatecznie pasażerowie spędzili w powietrzu około 11 godzin.
Powerbank miał należeć do byłego szefa KLM
Ta historia stała się jeszcze bardziej zaskakująca, kiedy holenderskie media ujawniły, kto – według świadków – był właścicielem urządzenia. Pasażerowie przekazali, że powerbank należał do Camiela Eurlingsa, byłego prezesa KLM. Według ich relacji urządzenie było podłączone do ładowania, kiedy doszło do pożaru. To istotny szczegół, ponieważ przepisy KLM pozwalają zabrać powerbank na pokład, ale zabraniają jego używania oraz ładowania podczas lotu.
Przeczytaj także: Alarm na pokładzie Ryanaira lecącego z Warszawy do Anglii. Samolot musiał pilnie lądować w Holandii
Sam przewoźnik nie potwierdził publicznie, że właścicielem urządzenia był Eurlings. KLM potwierdził natomiast samo zdarzenie i fakt, że na pokładzie doszło do pożaru powerbanku.
Był ładowany w klasie biznes
Według informacji przekazanych przez pasażerów Eurlings podróżował klasą biznes i miał zasnąć, gdy powerbank był podłączony do ładowania. W pewnym momencie urządzenie gwałtownie się przegrzało i zapaliło. Media podają, że mężczyzna doznał oparzeń. Inne relacje medialne określają jego obrażenia jako niewielkie. Załoga zdołała szybko ugasić płomienie, zapobiegając dalszemu rozprzestrzenieniu się ognia.
Ponad 300 pasażerów wróciło do Amsterdamu
Na pokładzie znajdowało się 322 pasażerów. Po powrocie na Schiphol KLM zapewnił im nocleg w hotelu. Następnego ranka podróżni mogli ponownie wyruszyć w kierunku Curaçao innym samolotem, podaje NOS.nl.
Incydent oznaczał dla nich wyjątkowo długą podróż. Po ponad pięciu godzinach lotu w stronę Karaibów samolot zawrócił, a po około 11 godzinach od startu pasażerowie znaleźli się ponownie w Amsterdamie.
KLM zabrania ładowania powerbanków podczas lotu
Powerbanki można przewozić na pokładzie samolotów KLM, ale obowiązują w tym zakresie konkretne zasady bezpieczeństwa. Przewoźnik pozwala pasażerowi zabrać maksymalnie dwa powerbanki. Urządzenia muszą znajdować się w bagażu podręcznym i pozostawać dostępne podczas podróży. Nie wolno ich używać ani ładować w czasie lotu.
Powodem są znajdujące się w nich baterie litowo-jonowe. W przypadku uszkodzenia lub przegrzania może dojść do tzw. ucieczki termicznej, podczas której temperatura baterii gwałtownie wzrasta. W skrajnych przypadkach może pojawić się dym lub ogień.
