
Wyzysk pracowników zagranicznych w Holandii: Wyjazd do pracy w Holandii miał być szansą na lepsze zarobki, ale dla wielu osób szybko zamienił się w koszmar. Z relacji pracowników rzeźni wynika, że po przyjeździe trafiali do przepełnionych kwater, za które potrącano im wysokie opłaty. Największe oburzenie budzi kwota 320 euro miesięcznie za samo łóżko w pokoju. Sprawa pokazuje ciemną stronę pracy tymczasowej za granicą i warunki, o których wielu kandydatów dowiaduje się dopiero na miejscu.

Wyjazd do pracy za granicę miał być dla nich szansą na lepsze zarobki. Zamiast tego wielu pracowników trafiło do systemu, w którym — według śledczych — byli zależni od agencji pracy, zakwaterowania i potrąceń z pensji. Prokuratura w niemieckim Kleve wszczęła postępowanie przeciwko trzem dyrektorom holenderskiej agencji pracy tymczasowej. Zarzuca im pobieranie rażąco zawyżonych opłat za zakwaterowanie od pracowników zatrudnionych w rzeźniach w Holandii.
Praca w Holandii i zakwaterowanie po niemieckiej stronie granicy
Sprawą zajmuje się prokuratura w Kleve, mieście położonym przy granicy z Holandią, niedaleko Nijmegen. Śledczy prowadzą postępowanie przeciwko trzem mężczyznom w wieku 36, 40 i 57 lat. Dwóch z nich mieszka w Kleve, a jeden w Ulft w holenderskiej Geldrii. Według ustaleń śledczych pracownicy byli rekrutowani głównie z Rumunii do pracy w holenderskich rzeźniach. W latach 2019–2022 wielu z nich zakwaterowano jednak po drugiej stronie granicy — w niemieckim Goch, niedaleko Kleve, podaje NOS.nl.
To właśnie tam miało dochodzić do procederu, który niemieckie służby określają jako pobieranie zawyżonego czynszu.
Przeczytaj także: Myśleli, że jadą do legalnej pracy w Niemczech. Trafili do Holandii i zostali wykorzystani
320 euro miesięcznie za samo łóżko
Z ustaleń prokuratury wynika, że pracownicy musieli płacić 320 euro miesięcznie od osoby jedynie za łóżko w pokoju dwuosobowym. Pieniądze miały być potrącane bezpośrednio z ich wynagrodzenia.
Według niemieckich władz uczciwa cena za podobne zakwaterowanie powinna wynosić około 128 euro miesięcznie. Różnica była więc ogromna. W Niemczech pobieranie tak zawyżonych opłat za mieszkanie może zostać uznane za przestępstwo określane jako „czynsz lichwiarski”.
Śledczy szacują, że pracownicy mogli zostać poszkodowani łącznie na ponad 77 tysięcy euro.
„Współczesne niewolnictwo”
Według informacji podawanych przez holenderskie media podejrzani mają być powiązani z firmą RMS Meat Specialist, wcześniej działającą pod nazwą Reyhan. To przedsiębiorstwo z miejscowości ’s-Heerenberg zajmuje się dostarczaniem pracowników do sektora mięsnego.
Firma już wcześniej pojawiała się w kontekście kontrowersji dotyczących złych warunków zakwaterowania i bardzo niskich wynagrodzeń. Obecnie jest również objęta osobnym postępowaniem dotyczącym rzekomego przywłaszczenia części pensji pracowników. Proces w tej sprawie ma rozpocząć się w sierpniu.
Aktualne śledztwo rozpoczęło się po szeroko zakrojonych nalotach przeprowadzonych w 2022 roku przez niemiecką policję w mieszkaniach przeznaczonych dla migrantów. Warunki, które wtedy ujawniono, były na tyle poważne, że ówczesny minister spraw wewnętrznych Nadrenii Północnej-Westfalii określił cały proceder jako „nowoczesne niewolnictwo”.
Bariera językowa i brak pieniędzy
Prokuratorzy podkreślają, że pracownicy znajdowali się w sytuacji silnej zależności. Wielu z nich nie znało języka, nie miało wystarczających środków finansowych i nie potrafiło samodzielnie znaleźć innego zakwaterowania ani w Niemczech, ani w Holandii.
Według śledczych właśnie ta zależność mogła być wykorzystywana przez osoby zarządzające agencją. Pracownicy mieli niewielkie pole manewru: praca, zakwaterowanie i potrącenia z pensji były ze sobą ściśle powiązane.
Surowe kary dla podejrzanych
Niemcy już wcześniej zaostrzyły przepisy dotyczące pracy w rzeźniach. Zakazano tam pracy tymczasowej w tym sektorze oraz praktyki łączenia umowy o pracę z umową zakwaterowania. Chodziło właśnie o ograniczenie nadużyć wobec pracowników migracyjnych.
Jeśli podejrzani zostaną uznani za winnych pobierania lichwiarskiego czynszu, grozi im od 6 miesięcy do 10 lat więzienia.
W Holandii od lat trwa z kolei dyskusja nad zaostrzeniem przepisów dotyczących warunków pracy i życia migrantów zarobkowych. Punktem odniesienia są między innymi zalecenia zawarte w tzw. raporcie Roemera, który wskazywał na systemowe problemy w traktowaniu pracowników zagranicznych.
Firma odrzuca zarzuty
Rzecznik spółki-matki RMS Meat Specialist przekazał holenderskim mediom, że po konsultacjach z prawnikami firma uważa podejrzenia za bezpodstawne i jest przekonana, że nie dojdzie do skazania w postępowaniu karnym.
Przedstawiciel przedsiębiorstwa odmówił jednak podawania dalszych szczegółów ze względu na trwającą procedurę. Na razie nie wyznaczono jeszcze terminu głównej rozprawy.
Sprawa pokazuje, jak dramatycznie może wyglądać rzeczywistość części pracowników przyjeżdżających do Holandii za lepszym zarobkiem. Dla wielu z nich sama opłata za łóżko w pokoju wspólnym stała się symbolem systemu, w którym zależność od agencji pracy mogła prowadzić do poważnych nadużyć.
