
Najbezpieczniejszy kraj w razie wojny nuklearnej: Gdzie byłoby najbezpieczniej, gdyby świat stanął w obliczu wojny nuklearnej lub innej globalnej katastrofy? Naukowcy przeanalizowali najbardziej ekstremalne scenariusze i sprawdzili, które części świata mają największe szanse poradzić sobie z ich konsekwencjami. Pod uwagę wzięto nie tylko bezpośrednie zagrożenie, ale również dostęp do żywności, funkcjonowanie infrastruktury, położenie geograficzne oraz stabilność państwa. Jeden kraj wyróżnił się szczególnie.

Najbezpieczniejszy kraj w razie wojny? Naukowcy przeanalizowali najgorsze scenariusze
Badanie opublikowane 23 sierpnia 2026 roku w czasopiśmie naukowym „Global Challenges” analizuje, które miejsca na Ziemi są najbardziej odporne na skutki globalnych katastrof. Autorzy pracy zatytułowanej „No Place to Hide? Regional Resilience and Vulnerability to Global Catastrophic Risk” przeanalizowali wcześniejsze badania dotyczące szeregu ekstremalnych zagrożeń.
Wśród nich znalazły się m.in. wojna nuklearna i będąca jej potencjalnym następstwem zima nuklearna, ogromne erupcje wulkaniczne, uderzenie asteroidy, pandemie, wielkoskalowe cyberataki, impulsy elektromagnetyczne oraz poważne zakłócenia infrastruktury.
Początkowe wyszukiwanie objęło 3200 publikacji. Po kolejnych etapach selekcji pozostało 75 opracowań, a następnie eksperci uzupełnili analizę o kolejne 77 prac. Ostatecznie badanie oparto na 152 publikacjach.
Australia wyróżnia się na tle pozostałych państw
Krajem, który najczęściej pojawiał się w analizowanej literaturze jako odporny na różne rodzaje globalnych katastrof, jest Australia. Nie oznacza to jednak, że byłaby ona całkowicie bezpieczna w przypadku III wojny światowej czy globalnego konfliktu nuklearnego. Sami autorzy badania podkreślają, że na Ziemi nie istnieje miejsce odporne na wszystkie możliwe katastrofy. Australia ma jednak kilka ogromnych przewag.
Jedną z najważniejszych jest izolacja geograficzna. Duże odizolowane wyspy są według analizowanej literatury bardziej odporne na część globalnych zagrożeń, m.in. dlatego, że łatwiej kontrolować ich granice i są mniej dostępne geograficznie.
Przeczytaj także: Holandia przygotowuje się na najgorszy scenariusz. Te miasta odegrają kluczową rolę w razie wojny
Kolejną zaletą jest zdolność do produkcji dużych ilości żywności. Ma to szczególne znaczenie w scenariuszu wojny nuklearnej.
Wojna nuklearna mogłaby doprowadzić do globalnego kryzysu żywnościowego
Problemem po konflikcie atomowym nie byłyby wyłącznie eksplozje i promieniowanie. Rozległe pożary wywołane detonacjami mogłyby wyrzucić do atmosfery ogromne ilości sadzy. Ograniczenie ilości światła słonecznego docierającego do powierzchni Ziemi mogłoby doprowadzić do gwałtownego ochłodzenia i drastycznego spadku produkcji żywności. To właśnie tzw. zima nuklearna jest jednym ze scenariuszy uwzględnianych w analizie.
W takiej sytuacji kluczowe znaczenie miałaby możliwość utrzymania produkcji żywności mimo załamania światowego handlu.
Autorzy wskazują, że generalnie państwa i regiony posiadające wysoką samowystarczalność żywnościową mogą być bardziej odporne na tego rodzaju katastrofę.
Cztery rzeczy mogą zdecydować o przetrwaniu
Analizując różne globalne zagrożenia, naukowcy zauważyli, że pewne cechy regularnie pojawiają się w przypadku najbardziej odpornych państw. Szczególnie istotne są izolacja geograficzna, samowystarczalność, jakość rządzenia oraz decentralizacja infrastruktury.
Izolacja może ograniczać bezpośrednie oddziaływanie niektórych katastrof oraz ułatwiać kontrolowanie granic. Samowystarczalność, przede wszystkim w produkcji żywności, staje się kluczowa wtedy, gdy przestaje funkcjonować światowy handel. Znaczenie mają również stabilne instytucje, niski poziom korupcji, spójność społeczna i zdolność państwa do działania w kryzysie.
Czwartym elementem jest decentralizacja. Im mniej państwo zależy od pojedynczych elektrowni, portów, systemów komunikacyjnych czy innych kluczowych punktów infrastruktury, tym mniejsze ryzyko, że awaria jednego elementu sparaliżuje cały kraj.
Nawet Australia nie byłaby całkowicie bezpieczna
Autorzy badania ostrzegają jednak przed zbyt prostym wnioskiem, że wystarczyłoby przenieść się do Australii, aby przetrwać globalny konflikt. Nie istnieje kraj odporny na wszystkie analizowane zagrożenia. Co więcej, nawet Australia nadal potrzebowałaby współpracy z resztą świata. Jest uzależniona od międzynarodowego handlu m.in. w zakresie paliw, leków i nawozów.
Niektóre cechy pomagające w jednym scenariuszu mogą również przeszkadzać w innym. Przykładowo izolacja geograficzna może być ogromną zaletą podczas pandemii, ale jednocześnie utrudniać otrzymanie pomocy z zagranicy po rozległym załamaniu infrastruktury. Dlatego naukowcy nie wskazują jednego miejsca, które gwarantowałoby przetrwanie.
Ich najważniejszy wniosek jest bardziej złożony: Australia wykazuje odporność na najszerszy zakres globalnych katastrof spośród państw najczęściej wskazywanych w przeanalizowanej literaturze, ale nawet ona nie jest całkowicie samowystarczalną „bezpieczną przystanią”.
Ryzyko eskalacji nuklearnej pozostaje realnym problemem
Badanie pojawia się w momencie, gdy eksperci ds. bezpieczeństwa coraz częściej zwracają uwagę na znaczenie broni atomowej. Stockholm International Peace Research Institute (SIPRI) w swoim raporcie z czerwca 2026 roku ostrzega, że państwa ponownie przykładają coraz większą wagę do broni nuklearnej jako instrumentu siły, podczas gdy jednocześnie rośnie ryzyko błędnych kalkulacji i eskalacji.
Autorzy podkreślają, że zwiększanie odporności wymaga wcześniejszego przygotowania, planowania oraz międzynarodowej współpracy. Nie ma bowiem miejsca na świecie, które można byłoby uznać za całkowicie bezpieczne, gdyby doszło do wydarzenia o prawdziwie globalnej skali.
