
Mandat za ładowanie auta w Amsterdamie: To miała być zwykła chwila postoju, ale zakończyła się bardzo kosztownie. Kierowca w Amsterdamie zaparkował auto i podłączył je do ładowania, nie spodziewając się żadnych problemów. Wkrótce jednak otrzymał mandat w wysokości 1400 euro, który wprawił go w osłupienie. Sprawa pokazuje, że nawet drobny błąd może w niektórych miastach słono kosztować.

Mandat za ładowanie auta w Amsterdamie. Kierowca nie wierzył własnym oczom
Przedsiębiorca z Amsterdamu otrzymał mandat w wysokości 1400 euro, po tym jak ładował samochód elektryczny przed swoją firmą. Co zaskakujące, nie chodziło o nielegalne parkowanie, lecz o szczegół, którego zupełnie nie wziął pod uwagę.
Cała sytuacja zaczęła się w listopadzie, gdy Stephan Hamersma, właściciel siłowni w Amsterdamie, zaparkował swoje auto przed budynkiem i podłączył je do prądu z wnętrza lokalu. Jak informuje holenderski dziennik De Telegraaf, nie miał jeszcze karty do ładowania, dlatego zdecydował się na tymczasowe rozwiązanie. Po krótkim czasie na miejscu pojawili się kontrolerzy. „Powiedzieli mi, że normalnie nie wolno tak robić, ale tym razem skończy się na ostrzeżeniu” – relacjonuje przedsiębiorca.
Kontrola wróciła i pojawił się nowy problem
Kilka dni później sytuacja się powtórzyła. Samochód znów był podłączony do prądu, a kontrolerzy wrócili – tym razem weszli nawet do środka siłowni. Choć przyznali, że ładowanie auta jest dozwolone, zwrócili uwagę na inny problem. „Powiedzieli mi, że muszę przykryć samochód – na przykład ręcznikiem” – opowiada mężczyzna. Powód był zaskakujący: na aucie widoczne było logo firmy, co według urzędników oznaczało reklamę w przestrzeni publicznej.
Przedsiębiorca nie kryje zdziwienia. Jak podkreśla, jego firma już korzysta z legalnej reklamy – na szyldach, oknach i elewacji – za którą regularnie płaci.
„Staram się robić wszystko zgodnie z przepisami, nawet wybrałem samochód elektryczny. Ale tego już naprawdę nie rozumiem” – mówi.
Mandat 1400 euro i odwołanie
Przez kilka tygodni nie było żadnych informacji ze strony urzędów. Dopiero pod koniec lutego mężczyzna otrzymał oficjalne pismo. „Otworzyłem list i nie mogłem uwierzyć – mandat wynosił 1400 euro” – relacjonuje. Kara została nałożona za naruszenie przepisów dotyczących pojazdów wykorzystywanych do celów reklamowych w przestrzeni publicznej.
Przeczytaj także: Ukryte koszty posiadania samochodu w Holandii. O tym trzeba wiedzieć
Sprawa stała się viralem
Niezadowolony z sytuacji przedsiębiorca opublikował nagrania na TikToku, w których wyjaśnia, co się wydarzyło. Filmy zdobyły łącznie setki tysięcy wyświetleń. Jak podkreśla, największym problemem jest brak jasnych zasad. „Jest tyle przepisów, że nie wiadomo już, co jest dozwolone, a co nie. Dla przedsiębiorcy to naprawdę trudne” – tłumaczy.
@stephan_hamersma #gekkigheid #boete #overheid #positivevibes #fun ♬ Ballerina – Yehezkel Raz
Miasto potwierdza: przepisy są surowe
Władze Amsterdamu potwierdziły nałożenie mandatu i wyjaśniły, że miasto stosuje restrykcyjne przepisy dotyczące reklamy w przestrzeni publicznej. Przedsiębiorca złożył już odwołanie, a sprawa jest obecnie analizowana.
