Przejdź do treści

Samochody w „workach” na ulicach Holandii budzą sensację. Stoi za tym brutalna rzeczywistość

09/04/2026 20:31 - AKTUALIZACJA 09/04/2026 20:31
kradzieże lusterek samochodowych w Holandii

Na ulicach dużych holenderskich miast coraz częściej pojawia się widok, który jeszcze niedawno budził zdziwienie, a dziś zaczyna niepokoić. Samochody stoją zaparkowane z czymś, co przypomina prowizoryczne pokrowce na lusterkach. Są to materiałowe worki, ściągnięte sznurkiem i zabezpieczone zamkiem. To nie sezonowa moda ani ekscentryczny zwyczaj kierowców, lecz odpowiedź na rosnącą falę kradzieży. Lusterka samochodowe stały się nowym celem zorganizowanych grup przestępczych, które działają szybko, precyzyjnie, i co najważniejsze, z dużym zyskiem. W szczególności na celowniku znajdują się modele marek premium, takich jak Mercedes, Audi czy BMW, ale coraz częściej także pojazdy elektryczne. W praktyce oznacza to, że zwykłe parkowanie pod domem przestaje być oczywistością, a właściciele aut zaczynają traktować swoje pojazdy jak potencjalne źródło strat.

Fala kradzieży lusterek w Holandii

Zjawisko nasiliło się szczególnie w metropoliach, gdzie anonimowość sprzyja działaniu złodziei. Policja nie ma wątpliwości, że nie chodzi o przypadkowe akty wandalizmu. Kradzieże są często realizowane „na zamówienie”, a demontaż elementów odbywa się w ciągu kilkudziesięciu sekund. Co istotne, złodzieje nie zawsze zabierają całe moduły – nierzadko interesuje ich tylko samo szkło lusterka, które również ma wysoką wartość na czarnym rynku. Jak podkreślają funkcjonariusze, „szczególnie atrakcyjne są elementy zawierające nowoczesną elektronikę”, w tym oświetlenie LED czy systemy wspomagania jazdy. W praktyce oznacza to, że nawet drobny komponent może kosztować więcej niż komplet opon.

Największe emocje budzą przypadki związane z samochodami marki Tesla. Według AutoWeek pojedyncze lusterko tego producenta może osiągać na czarnym rynku cenę sięgającą równowartości około 1300 euro. To sprawia, że dla przestępców ryzyko jest relatywnie niskie w stosunku do potencjalnego zysku. Kradzież trwa krótko, często odbywa się nocą, a identyfikacja sprawców bywa trudna.

Nie bez znaczenia jest też rosnąca liczba pojazdów wyposażonych w zaawansowane systemy. Każdy dodatkowy czujnik, kamera czy moduł elektroniczny zwiększa wartość auta, ale również jego podatność na demontaż. W efekcie zwykłe auto przestaje być tylko środkiem transportu, a staje się magazynem kosztownych części.
Przeczytaj także: Holandia przygotowuje się na najgorsze. Powstaje sieć działająca nawet bez internetu

Kevlar zamiast spokoju

Odpowiedzią kierowców są specjalne pokrowce wykonane z kevlaru, materiału znanego z zastosowań w kamizelkach kuloodpornych. Ich konstrukcja opiera się na kilku warstwach: zewnętrznej kevlarowej, wewnętrznej z wzmocnionego polietylenu oraz dodatkowej warstwie poliestrowej. Całość zabezpieczana jest stalową linką i zamkiem, co w praktyce znacząco utrudnia przecięcie lub zerwanie osłony.

Choć rozwiązanie wydaje się skuteczne, nie jest ani tanie, ani wygodne. Komplet takich zabezpieczeń kosztuje ponad 100 euro, a ich codzienne zakładanie i zdejmowanie bywa uciążliwe. Mimo to wielu kierowców decyduje się na ten krok, uznając go za mniejsze zło w obliczu realnego zagrożenia.

Policja wskazuje również na inne środki ostrożności. Parkowanie w dobrze oświetlonych miejscach, w pobliżu własnego domu czy w zasięgu kamer monitoringu może zniechęcić potencjalnych sprawców. Jak zaznacza rzecznik, „obecność świadków i szybka reakcja otoczenia często wystarczają, by przerwać próbę kradzieży”.

W efekcie miejskie parkingi zaczynają przypominać pole cichej walki. Z jednej strony coraz bardziej pomysłowi złodzieje, z drugiej kierowcy zmuszeni do improwizowanej obrony.